SPECJALIŚCI
 
Sufi powiedział:
Uznawszy pewnego człowieka za zmarłego, przyjaciele ponieśli go, aby go pogrzebać. Kiedy trumna miała już zostać złożona do grobu, człowiek ożył nie wiadomo jak, i zaczął walić w pokrywę trumny.
Otwarto trumnę i człowiek się podniósł.
- Co robicie? - zapytał zebranych. - Jestem żywy. Nie umarłem.
Jego słowa przyjęto z milczącym niedowierzaniem.
Wreszcie jeden z żałobników powiedział:
- Przyjacielu, tak lekarze, jak i kapłani, poświadczyli, że umarłeś. A więc umarłeś.
Po czym na nowo zamknięto wieko trumny i pogrzebano go należycie.
 
 
ZUPA Z ZUPY Z KACZORA
 
Raz pewien krewny odwiedził Nasruddina przynosząc mu w prezencie kaczora.
Nasruddin przyrządził ptaka i poczęstował nim gościa.
Wkrótce zaczęli przybywać gość za gościem; wszyscy podkreślali, że są przyjaciółmi przyjaciela, "człowieka, który Ci przyniósł kaczora".
Oczywiście wszyscy się spodziewali otrzymać gościnę i jedzenie z kaczora.
Wreszcie mułła nie mógł tego znieść i gdy pewnego dnia przybył do jego domu kolejny nieznajomy, mówiąc:
- Jestem przyjacielem przyjaciela twego krewnego, który podarował Ci kaczora
- i jak wszyscy inny usiadł za stołem, czekając by mu dano jeść, Nasruddin postawił przed nim miskę cieplej wody.
- Co to jest? - zapytał gość.
- To - powiedział mułła - jest zupa z zupy kaczora, którego podarował mi twój przyjaciel.
 
Czasem można usłyszeć o ludziach, którzy zostali uczniami uczniów człowieka, który miał doświadczenie Boga.
 
Jak można przesłać pocałunek przez gońca?
 
 
POTWÓR Z RZEKI
 
Kapłan pewnej wsi nie mógł spokojnie się modlić z powodu dzieci, które bawiły się pod jego oknem.
By się do nich uwolnić krzyknął:
- Jest taki straszny potwór na dole przy rzece. Pobiegnijcie tam, a będziecie mogły zobaczyć, jak mu bucha ogień z nozdrzy!
Wkrótce już wszyscy mieszkańcy wsi usłyszeli o straszliwej zjawie i biegli ku rzece.
Kiedy kapłan to zobaczył dołączył do tłumu.
Kierując się, zdyszany ku rzece, mówił do siebie: "Co prawda, to ja wymyśliłem tę historię. Ale nigdy nic nie wiadomo..."
 
Znacznie łatwiej jest wierzyć w bogów, których sami stworzyliśmy, jeśli jesteśmy zdolni przekonać innych o ich istnieniu.
 
 
ZATRUTA STRZAŁA
 
Przy jakiejś okazji zbliżył się mnich do Buddy i zapytał, czy dusze sprawiedliwych żyją po śmierci?
Budda nie odpowiedział, jak to miał w zwyczaju.
Mnich nalegał.
Codziennie wracał z tym samym pytaniem i dzień w dzień otrzymywał milczenie za całą odpowiedź.
Nie mógł znieść dłużej tego i zagroził, że opuści klasztor, jeśli nie otrzyma odpowiedzi na pytanie o zasadniczej dlań wadze; bo po co miałby poświęcać wszystko i żyć w klasztorze, jeśli dusze sprawiedliwych nie miały istnieć po śmierci?
Wtedy Budda, powodowany współczuciem, złamał milczenie i powiedział:
- Jesteś jak człowiek zraniony zatrutą strzałą i bardzo bliski agonii.
Krewni pośpiesznie sprowadzili lekarza, ale ranny nie chciał, by mu wyjęto strzałę lub by mu dano jakiekolwiek lekarstwo, póki mu nie odpowiedzą na trzy ważne pytania:
Po pierwsze, ten, który go postrzelił był biały, czy czarny?
Po drugie, był człowiekiem wysokim, czy niskim?
Po trzecie, był braminem, czy pariasem?
Jeśli mi nie odpowiedzą na te trzy pytania, nie chce żadnego leczenia!
Mnich został w klasztorze.
 
O wiele przyjemniej jest rozmawiać o drodze, niż ją przebyć; dyskutować o właściwościach jakiegoś lekarstwa, niż je zażywać.
 
 
DZIECKO PRZESTAJE PŁAKAĆ
 
Pewien człowiek twierdził, że praktycznie jest ateistą.
Tak naprawdę, jeśli ma być szczery, to musi powiedzieć, że istnienie Boga rodzi tyle problemów, ile rozwiązuje; życie pośmiertne jest pobożnym życzeniem.
Pismo i tradycja spowodowały tyle samo zła ile dobra.
Wszystko to zostało wymyślone przez człowieka dla złagodzenia samotności i beznadziei, które obserwował w ludzkim życiu.
Najlepiej było zostawić go w spokoju. Nie mówić mu nic. Być może przechodzi kryzys wzrostu i jakąś przemianę.
 
Pewnego razu uczeń zapytał mistrza:
- Co to jest Budda?
- Mistrz mu odpowiedział:
- Umysł jest Buddą.
Wrócił kiedy indziej z tym samym pytaniem i odpowiedź brzmiała:
- Nie ma umysłu, nie ma Buddy.
Uczeń zaprotestował:
- Przecież powiedziałeś mi kiedyś: "Umysł jest Buddą..."
- Mistrz odparł:
- Powiedziałem to, żeby dziecko przestało płakać.
Kiedy zaś dziecko przestało płakać, mówię: Nie ma umysłu. Nie ma Buddy.
 
Być może dziecko przestało płakać i było gotowe na przyjęcie prawdy. Tak więc lepiej było zostawić je samo.
 
Kiedy zaczął głosić swój nowo odkryty ateizm innym, nie przygotowanym na to, trzeba było go powstrzymać:
"Była epoka, epoka przed-naukowa, kiedy ludzie czcili słońce.
Potem nastąpiła epoka naukowa i ludzie uświadomili sobie, że słońce nie było bogiem, nawet nie było osobą.
Wreszcie przyszła epoka mistyczna i Franciszek z Asyżu nazwał słońce bratem i rozmawiał z nim.
Miałeś wiarę przestraszonego chłopczyka. Teraz, gdy przemieniłeś się w śmiałego człowieka, straciłeś ją. Obyś pewnego dnia stał się mistykiem i odnalazł swą wiarę".
 
* Wiary nie traci się z powodu odważnego szukania prawdy.
Jedynie wierzenia wyrażające wiarę zaciemniają się na jakiś czas, ale we właściwym momencie oczyszczają się.
 
 
JAJKO
 
Nasruddin zarabiał na życie sprzedając jajka.
Do jego sklepu weszła pewna osoba i rzekła mu:
- Zgadnij, co trzymam w ręce?
- Naprowadź mnie jakoś - powiedział Nasruddin.
- Dam ci kilka wskazówek: ma kształt jajka i rozmiar jajka. Wygląda jak jajko, smakuje jak jajko i pachnie jak jajko. W środku jest białe i żółte. Przed ugotowaniem jest płynne, po ugotowaniu twarde. Co więcej, zniosła je kura...
- Już wiem - powiedział Nasruddin - to jakiś rodzaj ciastek.
 
Specjalista ma dar niedostrzegania oczywistości!
Najwyższy kapłan ma dar nie rozpoznania Mesjasza!
 
 
WOŁAĆ, BY OCALEĆ I TO BEZ USZCZERBKU
 
Kiedyś przybył prorok do pewnego miasta z zamiarem nawrócenia jego mieszkańców.
Początkowo ludzie słuchali jego kazań, ale po trosze zaczęli się oddalać, tak, że w końcu nie było nikogo, kto słuchałby słów proroka.
Pewnego dnia jakiś przybysz powiedział do proroka:
- Dlaczego ciągle przemawiasz?
- Nie widzisz, twe posłannictwo jest niemożliwe?
Prorok odpowiedział:
- Na początku miałem nadzieję, że można ich zmienić.
-Ale teraz, jeśli nawołuję nadal, to tylko po to, by oni mnie nie zmienili.
 
 
SPRZEDAŻ WODY Z RZEKI
 
Tego dnia mowa mistrza ograniczyła się do jednego enigmatycznego zdania.
Uśmiechając się tylko ironicznie i rzekł:
- Całe moje działanie tutaj, to siedzenie na brzegu i sprzedawanie wody z rzeki.
I zakończył swoją mowę.
Sprzedawca ulokował się na brzegu rzeki i tysiące ludzi przychodziło do niego, by kupić wodę.
Powodzenie jego polegało na tym, że ci ludzie nie widzieli rzeki.
Kiedy wreszcie ją zobaczyli wycofał się.
Kaznodzieja cieszył się ogromnym powodzeniem.
Przychodziły do niego tłumy uczyć się mądrości.
Kiedy uzyskali mądrość, przestali przychodzić na jego kazania.
A kaznodzieja uśmiechał się zadowolony. Osiągnął swój cel, którym było usunięcie się tak prędko, jak tylko można, gdyż w głębi duszy wiedział, że dawał ludziom jedynie to, co już posiadali aby tylko zechcieli otworzyć oczy i przejrzeć.
 
"Jeśli ja nie odejdę powiedział Jezus swoim uczniom nie przyjdzie do was Duch Święty".
 
Gdybyś przestał sprzedawać wodę z takim zaangażowaniem, ludzie mieliby więcej możliwości zobaczenia rzeki.
 
 
MEDALIK
 
Człowiek jest sam, zagubiony w tym ogromnym wszechświecie. I jest pełen lęków.
Dobra religia czyni go odważnym.
Kiepska religia potęguje jego lęki.
 
Pewna matka nie mogła sobie poradzić z synkiem, który zawsze wracał do domu po zmroku.
Dlatego przestraszyła go: powiedziała mu, że na ścieżce do domu pojawiły się jakieś duchy wychodzące zaraz po zachodzie słońca.
Odtąd nie musiała mu przypominać, by wracał do domu w porę.
Kiedy jednak chłopiec urósł, tak bał się ciemności i duchów, że nie było sposobu, by wyszedł z domu wieczorem. Wtedy matka dała mu medalik i przekonała go, że gdy będzie go nosił, duchy nie będą mu mogły zrobić nic złego.
Teraz już chłopiec wchodzi odważnie w ciemności, mocno ściskając swój medalik.
 
Kiepska religia daję wiarę w medalik.
Dobra religia pozwala wiedzieć, że takich duchów nie ma.
 
 
NASRUDDIN W CHINACH
 
Nie jest zbyt chwalebne dla przewodnika duchowego, jeśli jego uczniowie wiecznie siedzą u jego stóp.
 
Mułła Nasruddin udał się do Chin, gdzie zebrał grupę uczniów, których przygotował na przyjęcie oświecenia. Ale gdy tylko uczniowie zostali oświeceni, przestali przychodzić na jego wykłady.
 
 
KTO PEWNEGO GURU
 
Co wieczór, gdy guru zasiadał do odprawiania nabożeństwa, łaził tamtędy kot należący do aśramu, rozpraszając wiernych.
Dlatego guru polecił, by kota związywać podczas nabożeństwa.
Długo po śmierci guru nadal związywano kota w czasie wieczornego nabożeństwa, a gdy kot w końcu umarł, sprowadzono do aśramu innego kota, aby móc go związywać w czasie wieczornego nabożeństwa.
Wieki później uczniowie guru pisali wielce uczone traktaty o istotnej roli kota w należytym odprawianiu nabożeństwa.
 
SZATY LITURGICZNE
 
Październik 1917: wybucha rewolucja rosyjska. Historia ludzkości nabrała nowego wymiaru.
Historia mówi, że w tym samym miesiącu odbyło się zabranie rosyjskiego Kościoła prawosławnego i że miała miejsce burzliwa dyskusja nad kolorem kap używanych w czasie liturgii.
Niektórzy usilnie nalegali, by były białe, podczas gdy inni z tą samą usilnością chcieli by były purpurowe.
 
Neron grał na lirze, gdy płonął Rzym.
 
Zmaganie się z rewolucją sprawia nieskończenie więcej kłopotu, niż organizowanie liturgii. Wolę odmawiać modlitwy, niż mieszać się w waśnie sąsiadów.
 
 
MLECZE
 
Pewien człowiek, niezmiernie dumny z trawnika w swoim ogrodzie, zauważył nagle, że na tym trawniku wyrosło mnóstwo mleczy. I choć próbował wszelkich sposobów, żeby się ich pozbyć, nie potrafił zapobiec temu, by stały się prawdziwą plagą.
Wreszcie napisał do ministra rolnictwa donosząc o wszelkich usiłowaniach, jakie był podejmował, i zakończył list pytając: "Co mogę zrobić?"
Wkrótce nadeszła odpowiedź: "Radzimy Panu nauczyć się ja kochać".
 
Ja również miałem trawnik, z którego byłem bardzo dumny, i również mnie dotknęła plaga mleczy, które próbowałem zwalczyć wszystkimi możliwymi sposobami.
Tak więc nauczyć się je kochać nie było wcale łatwo.
Zacząłem mówić do nich codziennie. Serdecznie i przyjaźnie.
One jednak odpowiadały mi gorzkim milczeniem. Jeszcze ubolewały nad walką jaką im wytoczyłem. Prawdopodobnie miały też jakieś wątpliwości co do moich motywów.
Nie musiałem jednak czekać długo, by zaczęły się uśmiechać i uzyskały spokój. Wręcz zaczęły odpowiadać na to co im mówiłem.
Szybko zostaliśmy przyjaciółmi.
Oczywiście, że mój trawnik uległ zniszczeniu, ale za to jak uroczy stał się mój ogród!...
 
Stopniowo tracił wzrok, mimo że starał się tego uniknąć wszelkimi sposobami.
Kiedy lekarstwa już przestały działać, dalej bronił się gwałtownie.
Musiałem nabrać odwagi, aby mu powiedzieć:
- Radzę ci, byś nauczył się kochać swoją ślepotę.
To była prawdziwa walka.
Początkowo nie chciał nawiązać ze swoją ślepotą kontaktu, powiedzieć do niej jednego słowa. Kiedy wreszcie osiągnął tyle, że mógł z nią rozmawiać, jego słowa były pełne złości i goryczy. Ale nie przestawał mówić i z czasem słowa przybierały ton rezygnacji, potem tolerancji i wreszcie akceptacji aż pewnego dnia, ku jego zdumieniu, stały się słowami sympatii i ... miłości.
Nadszedł dzień, w którym był zdolny objąć ramieniem swoją ślepotę i powiedzieć jej: "Kocham cię".
I tego dnia zobaczyłem, że znowu się uśmiechnął. A jaki słodki był ten uśmiech!
Naturalnie, stracił wzrok na zawsze.
Ale jak piękna stała się jego twarz!
Dużo piękniejsza niż była, nim przyszła żyć z nim ślepota.
 
 
NIE ZMIENIAJ SIĘ
 
Przez całe lata byłem neurotykiem. Typem zgorzkniałym, przygnębionym i egoistą.
Wszyscy ciągle mi mówili, żebym się zmienił. I nie przestawali przypominać mi, jak bardzo byłem neurotykiem.
A ja się obrażałem, choć zgadzałem się z nimi.
I chciałem się zmienić, ale nie potrafiłem, mimo wielu wysiłków.
Najgorsze było to, że mój przyjaciel nie przestawał wypominać mi neurotycznego stanu, w którym trwałem. I również podkreślał konieczność zmiany.
Także z nim się zgadzałem i nie mogłem się na niego obrażać.
Ale skutek był taki, że czułem się jakby bezsilny i jakby skrępowany.
Aż pewnego dnia przyjaciel powiedział mi:
- Nie zmieniaj się. Bądź jaki jesteś. Tak naprawdę to nie ważne, czy się zmienisz, czy nie. Kocham cię jakim jesteś i nie mogę przestać cię kochać.
Te słowa zabrzmiały w moich uszach jak muzyka: "Nie zmieniaj się. Nie zmieniaj się. Nie zmieniaj się... Kocham cię... "
Wtedy się uspokoiłem. I poczułem, że żyję.
I, co za cud, zmieniłem się!
 
Teraz wiem, że w rzeczywistości nie mogłem się zmienić aż do spotkania kogoś, kto by mnie kochał, bez względu na to, czy się zmienię, czy nie.
Czy ty tak mnie kochasz, Boże?
 
 
MÓJ PRZYJACIEL
 
Malik, syn Dinara, wielce się zmartwił z powodu swobodnych obyczajów swawolnego młodzieńca, który mieszkał w sąsiednim domu.
Jednak przez długi czas nie odzywał się w nadziei, że ktoś wreszcie będzie interweniował.
Ale kiedy zachowanie młodzieńca stało się absolutnie nieznośne, Malik udał się do niego i poprosił, by zmienił swój sposób bycia.
Z całym spokojem młodzieniec poinformował Malika, że jest protegowanym sułtana i dlatego nikt nie może mu zabronić żyć jak mu się podoba.
Malik rzekł:
- Osobiście poskarżę się.
Młody człowiek odpowiedział:
- Na nic się to nie zda, gdyż sułtan nigdy nie zmieni zdanie o mnie.
- W takim razie powiem o Tobie stwórcy odparł Malik.
- Najwyższy stwórca - rzekł młodzieniec - jest zbyt miłosierny, aby mi coś wyrzucać.
Malik poczuł się bezradny i zostawił młodzieńca samemu sobie.
Ale niedługo reputacja młodzieńca stała się tak zła, że spotkała się z ogólnym oburzeniem.
Malik postanowił wtedy spróbować go upomnieć.
Jednak kiedy kierował się ku domowi młodzieńca, usłyszał głos, który mówił:
- Zostaw w spokoju mojego przyjaciela. Jest pod moją opieką.
Malik zmieszał się ogromnie i gdy stanął przed młodzieńcem, nie wiedział co powiedzieć.
Młody człowiek zapytał:
- Po coś przyszedł?
Malik odpowiedział:
- Szedłem cię upomnieć, ale gdy skierowałem się tutaj, jakiś głos powiedział mi, bym cię zostawił w spokoju, bo jesteś pod jego opieką.
Twarz młodzieńca zmieniła się.
- Naprawdę, nazwał mnie swoim przyjacielem? - zapytał.
Ale Malik już odszedł.
Po latach Malik spotkał się z nim w Mekce.
Słowa Głosu wywarły na nim takie wrażenie, że zostawił co miał i stał się wędrownym żebrakiem. Przyszedłem tutaj szukać mojego Przyjaciela powiedział do Malika i umarł.
 
Bóg przyjacielem grzeszników?
Podobne twierdzenie jest tyle ryzykowne, ile prawdziwe.
Zastosowałem je do siebie, kiedy przy pewnej okazji powiedziałem: "Bóg jest zbyt miłosierny, aby mi coś wyrzucać". W tym momencie usłyszałem Dobrą Nowinę po raz pierwszy w życiu.
 
 
ARABSKI KATECHUMEN
 
Arabski mistrz Jalall ud-Din Rumbi lubił opowiadać następująca historię:
Pewnego dnia prorok Mahomet przewodniczył modlitwie porannej w meczecie.
Wśród wielu ludzi modlących się z prorokiem znajdował się też pewien Arab, katechumen.
Mahomet rozpoczął czytać Koran recytując werset, w którym faraon twierdzi: "Ja jestem twoim prawdziwym Bogiem".
Słysząc to młody katechumen poczuł taki gniew, że przerwał milczenie i krzyknął:
- A to pyszałek, skurwysyn!
Prorok nic nie powiedział, ale gdy skończył się modlić, inni zaczęli upominać Araba:
- Nie wstyd ci? Twoja modlitwa na pewno ubliża Bogu, bo nie dosyć, że przerwałeś Święte milczenie modlitwy, to jeszcze użyłeś wulgarnych słów w obecności proroka Boga.
Biedny Arab zarumienił się ze wstydu i zaczął drżeć ze strachu, aż tu Gabriel ukazał się prorokowi i rzekł:
- Bóg posyła ci pozdrowienia i pragnie, byś kazał tym ludziom przestać napastować tego prostego Araba; w rzeczywistości jego szczere zaklęcie poruszyło serce Boga bardziej niż święte modlitwy wielu innych.
 
Gdy się modlimy, Bóg patrzy na nasze serca, a nie na formę naszych słów.

 

tytułowa | część 1 | część 2 | część 3 | strona główna